Duzi Chłopcy

Blog dla mężczyzn, którzy zmienili zabawki

0

Bycie singlem to nie moda, to wynik doświadczeń

dlaczego ludzie są singlaminiechęć do związkówodrzucenie miłościstrach przed byciem zranionymzalety bycia singlem
dlaczego ludzie są singlami

fot. Leonardo Cardoso/Flickr

O ile mnie pamięć nie myli, słowo singiel pojawiło się w polskim słowniku jakieś 10 lat temu. Wyparło w ten sposób archaiczne i kiepsko brzmiące panny czy kawalerów, jednocześnie tworząc wokół tego terminu pewien styl życia. Dziś dalej wielu ludzi wybiera bycie samemu czy też otwarte związki z seks-przyjaciółmi. Kieruje nimi podążanie za trendami? Raczej życiowe doświadczenia.

Singlami rzadko kiedy są studenci pierwszego roku. Ludzie w tym wieku nie mają nic przeciwko związkom i wchodzą w nie, gdy tylko spotkają jakąś osobę na swojej drodze, do której czują różnego rodzaju pociąg. Na dodatek są wtedy szczęśliwi, czasem nawet powodują, że innym na ich widok chce się rzygać tęczą. No cóż, uroki młodości oraz idealistycznego podejścia do świata. Wszystko się zmienia kilka lat później. Zazwyczaj w wieku 24-25 lat dochodzą do wniosku, że tego typu relacje to gówno, że szkoda na nie czasu, że lepiej zajmować się imprezowaniem i dbaniem o karierę zawodową. Zmiana podejścia do życia dość diametralna. Powód? Przejechanie się na związku. Uświadomienie sobie, że efektem zakochania się jest nie tylko usłana różami droga, że nie każda miłość trwa aż do śmierci. To coś podobnego do momentu, kiedy przestajemy wierzyć w świętego Mikołaja. Tyle tylko, że tę wiadomość dużo łatwiej przetrawić sobie w głowie. No bo mimo swojej całej naiwności, dzieci nie są wcale takie głupie. Orientują się, że każda wizyta pana z brodą wiąże się z nagłym zniknięciem taty, wujka czy dziadka. Że od Mikołaja czasem było czuć wódką, no i miał dziwnie znajomy głos. Do tego marzenie o tym, żeby być już dużym, a duzi nie wierzą w takie bajki. Duzi wierzą w siłę pieniądza, w to że świat jest okrutny i w miłość. W miłość wierzą dopóki porządnie się nie rozczarują. Dopóki nie przestaną tłumaczyć każdą wpadkę swojego partnera. Dopóki nie poczują na własnej skórze, że ktoś, kogo uważamy za najbliższą osobę, potrafi być dla nas skurwysynem i z premedytacją ranić niczym najgorszy wróg.

Rozstanie jest pewnego rodzaju żałobą. Tę psychologowie podzielili na kilka etapów: zaprzeczenie, gniew, depresja i akceptacja. Oczywiście każdy przeżywa to inaczej, ale zarówno w przypadku śmierci, jak i zakończenia związku, przeżywamy to podobnie. Na początku nie dopuszczamy tego do świadomości. Może to tylko kryzys? Może  za chwilę do siebie wrócimy? Ludzie lubią się łudzić. Potem przychodzi drugi etap, który jest mieszanką gniewu i depresji. Oczerniamy ex na przemian ze wspominaniem pięknych chwil i tęsknotą za nimi. Na końcu jest akceptacja – uświadomienie sobie powodów rozstania i spojrzenie na naszą sytuację, jako nowy rozdział w życiu, w którym możemy wszystko. Problem polega na tym, że ta akceptacja może przyjść po bardzo długim czasie. Mam znajomego, który dopiero po roku ostatecznie podniósł się z kolan i zaczął czerpać radość z nowej sytuacji. Wcześniej cały czas walczył ze wspomnieniami, tęsknotą i wiarą w to, że a nuż wrócą do siebie. Ja po rozstaniu podniosłem się po dwóch miesiącach. Po prostu przyszedł dzień, w którym wyciągnąłem wnioski z przeszłości i zacząłem życie na nowo. Co więcej odczułem żal, że rozstanie nastąpiło tak późno.

Mówią, że najlepszym lekiem na poradzenie sobie z zakończeniem związku jest czas. To nie do końca tak.  Owszem, musi trochę minąć, byśmy sobie ułożyli wszystko w głowie, ale nie należy bezczynnie czekać na tę chwilę. Co więc robić? Umawiać się na randki. Nie w celu znalezienia miłości, ale po to, by podnosić swoją samoocenę, spędzić przyjemnie czas, a przede wszystkim uświadomić sobie, że tamta czy tamten wcale nie jest najlepszą opcją na świecie. Że wokół nas pełno jest interesujących osób, z którymi chce się do rana pieprzyć i rozmawiać. Że nie  jesteśmy skazani na wieczną samotność.

Okres od rozstania do akceptacji nie jest sztywno określony. U jednych trwa krócej, u innych dłużej. Są też tacy, którzy zaakceptowali rozstanie, ale życie dało im po dupie na tyle mocno, że osłaniają się tarczą, która nie dopuszcza do świadomości, że mogą się zakochać. Gdy dziecko z ciekawości zbliży dłoń do ognia, poczuje ból i zakoduje sobie w głowie, że lepiej unikać takich sytuacji. Tak samo bywa z nieudanymi związkami. Po co ryzykować bycie zranionym?

Dlatego doskonale rozumiem tych, którzy boją się angażować. To naturalna reakcja ochronna, pochodna instynktu przetrwania. I nie można takich osób oceniać negatywnie, bo za ich podejście odpowiedzialni są inni. Zupełnie jak w tekście Sokoła:

Ale czemu my popsuliśmy te dobre dziewczyny?
Czemu z tymi złymi chcemy zakładać rodziny?
Czemu kiedy się staramy to one odchodzą?
Czemu kiedy olewamy, one dzieci rodzą?
Podnieca je, kiedy jesteśmy zimni
Tylko wtedy często już nie potrafimy być inni

David April David April • Marzec 14, 2016


Previous Post

Next Post