Duzi Chłopcy

Blog dla mężczyzn, którzy zmienili zabawki

0

Lumberseksualizm. Powrót do korzeni?

brodalumberseksualizmmodastylzarost
Lumberseksualizm, broda i męska moda

fot. Flickr

Od jakiegoś czasu, o czym pisał już d., pojawiła się moda na brodę i brodaczy. Nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Moda na brodę, jak moda na każdą rzecz, pojawia się i znika cyklicznie. Po kilku latach wygolonych i wymuskanych twarzy, przyszła pora na zmianę, a jak to ze zmianami bywa, najczęściej sięga się po to co przeciwne. Moda lubi rewolucje i przewroty, więc sięgnęła po skrajne przeciwieństwo. Podkreślmy, że nie o zaroście mowa, tylko o brodzie.

Zarost jako taki zawsze jest w modzie. To po prostu niezmienny atrybut męskości, jak makijaż u kobiety. Nijak ma się on do prawdziwej brody, faktycznej, wręcz galaktycznej, długiej i gęstej. Dotychczas brodę nosili zapaleni brodacze albo zapuszczali ją zapuszczeni meni. Ci drudzy to gatunek lenia, któremu nie chce się golić, ci pierwsi – fanatycy gęstego zarostu. Pojęcie lumberseksa, od lumpenmena jednak znacząco się różni. Niektórych wydaje się, że samo zapuszczenie zarostu dodaje im animuszu. Inni idą dalej i zapuszczają gęstą brodę, która ma nadać im męskości, choć biorąc nierzadko wygląda ona co najmniej nieestetycznie.

Nie każdemu broda pasuje, ale każdy może ją odpowiednio dopasować. Stąd jak przysłowiowe grzyby po deszczu, wyrastają barberyści, spece od brody, od jej pielęgnacji i strzyżenia. Sam chętnie bym się do takiego wybrał, bo nie ukrywajmy, cotygodniowe strzyżenie szczeciny na mordzie nie należy do przyjemnych, a gdyby tak jeszcze przystrzyżono resztę ogrodu, byłbym rad. Tak uważam, że strzyżenie klaty, jak owczego runa nie odbiera męskości, a wręcz przeciwnie. Nie ma dla mnie niczego mniej apetycznego niż liche, powykręcane na wszystkie strony, ubite w nieładzie włosy na klacie. Ich przycięcie pozwala nad nimi zapanować, są mniej niesforne a przy tym elegantsze i seksowniejsze. Przekonałem się o tym, na własnej skórze.

Wizyta w warszawskim salonie dla brodatych to koszt nawet 70,00 zł. Ja uważam, że to przesada. Tyle nie płacę nawet fryzjerowi, który ma nie lada zadanie i dużo więcej pracy, niemniej chętnie chodziłbym do jakiegoś speca, który raz w tygodniu ogarnąłby moją brodę lub nauczył mnie jak z nią walczyć. Niestety gadanie do niej nie dociera, więc rośnie sobie licho jak jej się podoba. Ktoś powiedział, że broda jest jak żywopłot, trzeba ją tylko umiejętnie przycinać. Jednocześnie stosuje olejki, odżywki i pomadę, a do tego masuje skórę opuszkami palców, obowiązkowo pod kątem 90 stopni! Nie, ja nie czuję tego fetyszu.

Zarost jest spoko, ale przez to że staje się mainstreamowy, zaczynam się czuć nieswojo. Podobnie jak wtedy, gdy idąc w niedzielę do świątyni konsumpcji, niezamierzenie wchodzę w kościelny exodus ludzi zmierzających do lub ze świątyni. Odczuwam wówczas przemożną potrzebę zmiany kierunku, by nie czuć się utożsamiany z tymi oto ludźmi. Teraz mam podobnie z brodą i zastanawiam się co zrobić. Pozostać czy odmienić coś w sobie? Poddać się i sprawiać wrażenie topowca czy też jak to mam w zwyczaju oportunisty? Nadal nie podjąłem decyzji.

Pewną odmianą dla mnie było przycięcie zarostu na twarzy, pozostawiając gęstwinę na szyi wzdłuż linii żuchwy. I choć wyglądało to całkiem w porządku, to za bardzo kojarzyło mi się z talibami, i choć nie mam nic do tego, że by mnie tak postrzegano, to jednak nie chcę być wskazywany palcem na ulicy jako atrakcja turystyczna… nie, nie poddaję się presji otoczenia, po prostu nie czuję się do tego na tyle przekonany, by przeciwstawić się tępemu ostracyzmowi. I nadal nie podjąłem decyzji

Mr G. Mr G. • Grudzień 2, 2014


Previous Post

Next Post