Duzi Chłopcy

Blog dla mężczyzn, którzy zmienili zabawki

0

Marcin Wrona: Demon. Najlepszy film twórcy Chrztu i Mojej krwi

ChrzestDemon Marcina Wronyfilm demon recenzjafilmy Marcina WronyMarcin WronaMarcin Wrona DemonMoja krewrecenzja Demonarecenzje filmowe
Recenzja Demona Marcina Wrony

fot. kadr z filmu

Jest w pół do pierwszej w nocy. Około 40 minut temu skończył się seans, który wgniótł mnie fotel. Mowa o Demonie – najlepszym i niestety ostatnim filmie Marcina Wrony.

Stali czytelnicy Dużych Chłopców doskonale wiedzą, że uwielbiam kino Marcina Wrony, a Chrzest jest jednym z moich ulubionych filmów. Na Demona czekałem długo, a tragiczne wydarzenia, których nikomu przypominać nie trzeba, tylko wzmocniły tę niecierpliwą chęć zobaczenia kolejnego filmu jednego z najlepszych, współczesnych, polskich reżyserów. Nie zawiodłem się.

Recenzja Demona Marcina Wrony

fot. kadr z filmu

Demon to najlepszy film Marcina Wrony, jednocześnie zupełnie inny od „męskiego kina”, z jakim mieliśmy do czynienia w przypadku Chrztu czy też Mojej krwi. Nie sposób ich porównywać. Zaczyna się dość spokojnie, od podróży po pejzażach jakiegoś małego miasteczka w południowej Polsce. To nie mocne wejścia związane z brutalną walką w ringu czy ratowaniem topiącego się kumpla i ucieczką przed goniącymi policjantami. To powolne wciąganie widza w klimat historii, którą za chwilę ma poznać. Historii pełnej odwołań do kultury ludowej; wierzeń, które według ojca panny młodej nijak się mają do XXI wieku; do demonów i świata duchowego, który przeplata się z tym materialnym. Historii, która zahacza zarówno o horror, jak i elementy komediowe.

Recenzja Demona Marcina Wrony

fot. kadr z filmu

Peter przyjeżdża z Wielkiej Brytanii, by ożenić się z Żanetą, z którą poznał go jej brat. Ojciec panny młodej, lokalny przedsiębiorca dbający o dobrą twarz rodziny, chociaż dopiero teraz poznaje na żywo swojego zięcia, to już zdążył zadbać o posag i inne sprawy, a zakochani otrzymują na nową drogę życia działkę ze starym domostwem. Tuż przed weselem Peter porządkuje teren, a podczas operowania koparką odkrywa znalezisko, od którego zaczyna się „horror”.

Recenzja Demona Marcina Wrony

fot. kadr z filmu

Horror specyficzny, odwołujący się do romantyzmu, do folkloru, do demonów.  Ten gatunek nie jest szczególnie popularny wśród polskich twórców. Marcinowi Wronie udało się zrealizować swój pomysł tak, że momentami miałem ciarki na plecach. W przekonaniu widza do tego, że w starym domostwie pojawił się demon, pomaga nastrojowa muzyka i świetnie zrealizowany dźwięk – siedząc w kinie słyszysz padający wokół deszcz i przez chwilę zastanawiasz się czy zaraz nie zmokniesz. Demon to jednak nie tylko groza. Co rusz mamy do czynienia z zabawnymi scenami rodem z innego Wesela – tego od Wojciecha Smarzowskiego. Film zresztą jest pełen różnych smaczków. Znalazło się w nim nawet odniesienie do Lśnienia Stanleya Kubricka.

Recenzja Demona Marcina Wrony

fot. kadr z filmu

Dobrana do filmu obsada w stu procentach odnalazła się w konwencji Demona. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Itay Tiran, który wcielił się w postać pana młodego. To, jak potrafi grać głosem, a przede wszystkim ciałem, zasługuje na oklaski i pokłony do samej ziemi. Do tego świetni: Agnieszka Żulewska,  Andrzej Grabowski, Adam Woronowicz, Tomasz Schuchardt, Włodzimierz Press.

Karierę Marcina Wrony kończy najlepszy film w jego dorobku. Zakończyła się w sposób tragiczny, ale reżyser dał światu film, który udowadnia, że polscy filmowcy mają coś jeszcze do powiedzenia i nie chodzi tu o kolejne produkcje typu Kochaj i tańcz, Kochaj i kłam, Kochaj, kochaj, kochaj. Dlatego jego śmierć smuci jeszcze bardziej, bo mógł stworzyć jeszcze wiele genialnych filmów.

David April David April • Październik 18, 2015


Previous Post

Next Post