Duzi Chłopcy

Blog dla mężczyzn, którzy zmienili zabawki

0

Mężczyźni wykorzystujący kobiety. Moja recenzja filmu „Wielkie oczy” Tima Burtona

Amy AdamsChristoph WaltzfilmykinoMargaret KeanerecenzjeTim BurtonWalter KeaneWielkie oczy
Recenzja filmu Wielkie Oczy Tima Burtona

fot. youtube.com

Wcześniej nie znałem historii Margaret Keane i nie poznałbym jej, gdyby nie film Tima Burtona. Choć różniący się od bajek dla dorosłych, z którymi kojarzy mi się reżyser, to dobry. Nawet bardzo dobry, bo wzbudza emocje – od smutku do radości.

Margaret Keane zmienia swoje życie, zabiera córkę, kilka obrazów i opuszcza męża. Chociaż to Stany Zjednoczone, to w latach 50-tych nie panowała w nich tak duża wolność, jakby mogło się to wydawać. O działaniach kobiet bardzo często decydowali ich mężowie, więc życie samotnej matki z dzieckiem nie należało do najłatwiejszych. W nowym mieście znajduje jednak pracę i układa sobie wszystko na nowo.

Na jej drodze staje Walter Keane – przedsiębiorca i malarz amator, który wcześniej wyjechał do Paryża i zabrał to miasto ze sobą na namalowanych obrazach. Czarujący i robiący dobre wrażenie artysta rozkochuje w sobie nieśmiałą Margaret. Gdy mąż chce odebrać jej dziecko, twierdząc że potrzebuje ono stabilizacji, Walter postanawia dać jej stabilizacje i oświadcza się. By wziąć ślub wyjeżdżają do raju i Margaret czuje się właśnie tak, jakby tam trafiła.

Brzmi niezbyt wyjątkowo? W takim razie zdradzę Wam, że Walter i Margaret próbują zdobyć sławę. W końcu prace trafiają w gusta odbiorców. Prace Margaret. Zakochany w sobie Walter twierdzi jednak, że to on jest autorem, jednocześnie mamiąc żonę różnymi historiami i obietnicami w stylu „tak będzie lepiej”.

W końcu dochodzi do tego, że Margaret siedzi zamknięta w pracowni tworząc kolejne dziesiątki obrazów, pod którymi podpisuje się Walter Keane. I na tym koniec spoilerowania.

Wielkie oczy Tima Burtona - recenzja filmu

fot. youtube.com

Jak wygląda film od kulis? Rolę Margaret Keane zagrała Amy Adams i ten film może zaliczyć do udanych. Kobieta po przejściach, która jest zbyt ufna i łatwowierna. Taką właśnie postać wykreowała aktorka. W jej męża wcielił się natomiast Christoph Waltz. On błyszczał na ekranie. Szalony, zapatrzony w siebie, narcystyczny artysta, który okazuje się oszustem o sadystycznych skłonnościach. Austriak znany z „Bękartów wojny” i „Rzezi” poradził sobie z zadaniem znakomicie. I mimo, że grał prawdziwego skurwysyna, to nawet w ostatnich scenach wzbudzał sympatię. Przynajmniej przez kilka sekund.

Jak wspomniałem, Tim Burton kojarzy mi się z bajkowym klimatem „Edwarda Nożycorękiego”, „Alicji w Krainie Czarów” czy „Charliego i fabryki czekolady”. W piątek w kinie dostałem jednak coś zupełnie innego i nie czuję się zawiedziony. Burton potrafi bawić się emocjami widza, serwować mu różne doznania. Są sceny, gdy wzbudza radość i śmiech. Są też takie, które napawają smutkiem czy złością. No bo jak reagować inaczej, gdy ktoś wykorzystuje czyjąś słabą psychikę, a nawet kradnie jego tożsamość. Zwłaszcza, że ofiara jest kobietą, a historia toczy się w czasach, gdy obie płcie nie są traktowane równo.

David April David April • Styczeń 4, 2015


Previous Post

Next Post