Duzi Chłopcy

Blog dla mężczyzn, którzy zmienili zabawki

0

„Na granicy” Wojciecha Kasperskiego, czyli Polacy potrafią robić porządne thrillery

filmy dla facetówna granicyrecenzje filmowewojciech kasperski
Na granicy - recenzja

fot. kadr z filmu „Na granicy”

Były trzy powody, które zdecydowały o tym, że wybrałem się na „Na granicy” w reżyserii Wojciecha Kasperskiego. Zwiastun, obsada i przypadek. Na początku mieliśmy iść na „Deadpool”, choć za filmowymi superbohaterami średnio przepadam. Godziny seansów były jednak nieodpowiednie, więc spośród repertuarowych propozycji wybór padł na polski thriller. I absolutnie tego nie żałuję.

Rzecz dzieje się w Bieszczadach. Zima, surowe oblicze polskich gór i odludzie – trzy elementy, które idealnie nadają się na tło dla historii, która ma trzymać w napięciu. Bohaterami tej opowieści są ojciec (Andrzej Chyra) oraz jego synowie (Bartosz Bielenia i Kuba Henriksen). Cała trójka jedzie w Bieszczady, by zacząć życie na nowo. Po czym? Brak jest dokładnych informacji na ten temat. Wiadomo tylko, że żona Mateusza nie żyje, a ten chce wrócić do swojej pracy po roku przebytym na zwolnieniu. Bohaterowie przyjeżdżają więc do pograniczników, by potem trafić do opuszczonej bazy, w której niegdyś mieściło się więzienie. Śnieżyce, odludzie i problemy z prądem okazują się najmniejszymi problemami, gdy w okolicy pojawia się samotny mężczyzna.

Zgodnie z definicją thriller powinien trzymać widza w napięciu. I tak jest w przypadku filmu „Na granicy”. Reżyser zaczyna od pokazania nam bohaterów, którzy jadą gdzieś samochodem. Typowa przejażdżka „młodych” z rodzicem, różnica pokoleń. Po zabawnym komentarzu na temat religijnych radiostacji następuje cios. Coś „wpada” na przednią szybę, rozbijając ją i pokrywając krwią. Przez chwilę miałem wrażenie…, albo nie. Nie napiszę o tym, by nie spolerować ;)

W każdym razie filmowi Wojciecha Kasperskiego nie można zarzucić, że nie trzyma w napięciu. Krajobrazowa otoczka, tajemniczy człowiek i zbieg różnych wypadków powodują, że widz szybko zostaje wciągnięty w historię i nie wie, czego może się spodziewać. To zasługa fabuły podzielonej na kilka wątków, dzięki czemu trudno przewidzieć zakończenie i bohatera, który doprowadzi do szczęśliwego finału, o ile ten w ogóle ma nastąpić. Co więcej, zaletami „Na granicy” jest nie tylko historia, ale również kadry i dźwięk. Polscy dźwiękowcy wielokrotnie mnie zawodzili. Głośność dialogów i otoczenia były chaotyczne, przez co trudno było zrozumieć kwestie bohaterów. W przypadku filmu Kasperskiego niemal każde słowo, nawet to wypowiadane szeptem, jest w pełni zrozumiałe.

Twórcy „Na granicy” pokazali, że mimo wszystkich negatywnych opinii w polskim kinie wciąż można znaleźć interesujące produkcje na wysokim poziomie. Mamy świetnych reżyserów, aktorów oraz miejsca do kręcenia filmów. Nic, tylko korzystać, ku uciesze widzów.

David April David April • Luty 21, 2016


Previous Post

Next Post