Duzi Chłopcy

Blog dla mężczyzn, którzy zmienili zabawki

0

Polscy artyści na haju i rauszu

alkohol w sztuceartyści i używkinarkotyki w sztucepolscy artyści
Marek Hłasko

Marek Hłasko

Jakiś czas temu Lars von Trier przyznał w wywiadzie dla „The Guardian”, że kończy z abstynencją, a tym samym wraca do tworzenia filmów. Bez „wspomagaczy” wytrzymał kilka miesięcy. Dla fanów jego twórczości była to jednak wieczność, gdyż reżyser powiedział, że bez używek nie jest w stanie tworzyć. Istniało więc ryzyko, że von Trier nie podaruje nam więcej filmów na miarę takich tytułów, jak: „Przełamując fale”, „Antychryst” czy „Melancholia”.

Choć artyści często sięgają po używki, to mało kto przyznaje się, że pomagają im one w tworzeniu. Zazwyczaj słyszymy, że ich dzieła powstają w przerwach od alkoholu czy narkotyków. Trudno jednak sobie wyobrazić, że substancje psychoaktywne nie mają żadnego wpływu na ich osobowość, a tym samym na to, co kreują. Jak wyglądają haj i rausz w przypadku polskich artystów?

Rafał Wojaczek
Rafał Wojaczek debiutuje jako dwudziestolatek w czasopiśmie „Poezja”. Mając dwadzieścia cztery lata wydaje swój pierwszy tom, a mając dwadzieścia pięć umiera po zażyciu mieszanki leków, między innymi diazepamu. Chociaż szybko zdobywa sławę w środowisku, to bardziej znany jest z awanturniczego stylu życia. Wojaczek pije, ćpa, niejednemu daje po mordzie i niejeden raz sam obrywa. Wyciąga wszywany mu esperal, by pić dalej. Wielokrotnie próbuje skończyć ze sobą, zgniata szklanki w dłoniach, tnie się po nadgarstkach. W klubach, gdzie artystom wypada bywać, zamiast drzwiami woli wychodzić przez szybę w oknie.

Za życia zdążył wydać tylko dwa tomy – „Sezon” oraz „Inna bajka”. Po jego śmierci opublikowano kolejne dwa tomy, zbiory utworów, fragmenty listów i dzienników. Wojaczek zaliczany jest do grupy „poetów wyklętych”, wśród których wymieniani są także między innymi Charles Baudelaire, Edgar Allan Poe, Jim Morrison, Andrzej Bursa.

Stanisław Ignacy Witkiewicz
Choć mocno kojarzony z narkotykami, to ćpunem nie był. Stanisława Ignacego Witkiewicza można raczej nazwać eksperymentatorem. Tak jak lubił prezentować się jako skandalista, tak miał słabość do szukania inspiracji w różnego rodzaju substancjach. Ich nazwy umieszczał nawet na swoich obrazach, tuż obok podpisu. Można więc oceniać poszczególne płótna przez pryzmat wykorzystywanych używek. Ich ślady znajdują się jednak nie tylko na obrazach. Witkiewicz używkom poświęcił również książkę „Nikotyna alkohol kokaina peyotl morfina eter + appendix”, gdzie przedstawia doświadczenia i poglądy na temat różnych wyzwalaczy.

Maciej Maleńczuk
Maciej Maleńczuk nigdy nie ukrywał, że lubi odmienne stany świadomości. Czasem wystarczyło na niego spojrzeć, tak jak miało to miejsce w przypadku wywiadu dla Interii, gdzie z krzywiącą się twarzą wyrażał pogardę dla Mickiewicza i recytował „Lokomotywę” Tuwima. Buntownik, który zaczynał od grania na „streecie” i siedział za odmowę odbycia służby wojskowej, lubi mówić o ćpaniu i piciu. – Ale nie zawsze tak jest, że gdy wciągniesz koks czy zażyjesz heroinę, będziesz miała ochotę trzymać pióro w dłoni. Czasem dopiero kac tę sztukę tworzy. Moje największe utwory powstały właśnie na kacu, w momencie depresji ponarkotykowej lub poalkoholowej, kiedy trzeźwiałem i starałem się pozbierać życie do kupy – przyznał Maleńczuk w jednym z wywiadów, gdy zapytano go o to, czy da się tworzyć będąc czystym. Z kolei w „Jestem sam” śpiewa o poznaniu egzotycznej, pięknej dziewczyny o imieniu Heroina.

W ostatnim czasie Maleńczuk wyluzował ze swoim buntem. Jest stałym bywalcem programów śniadaniowych, gdzie promuje swoją książkę. Według niektórych stracił na tym, że przyjął odznaczenie od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Brązowy Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

Marek Hłasko
Na twórczość Hłaski alkohol miał nietypowy wpływ. Nazywany polskim Jamesem Deanem (mamy narodową słabość do szukania polskich odpowiedników zagranicznych postaci) uchodził za pijaka, awanturnika, zdobywcę kobiecych serc. Jego bohaterowie topili smutki i niepowodzenia w alkoholu, oddając się autodestrukcji. „Niech nie ośmielą się wydawać sądów o wódce ci, którym nie jest ona potrzebna. Jeśli ludzkość osiągnęła dotychczas cokolwiek trwałego w sensie ducha, to właśnie alkohol” – pisał Hłasko. W rzeczywistości nie wypijał jednak hektolitrów wódki. Powód był bardzo prosty. Osoby, które znały pisarza otwarcie mówią, że miał on słabą głowę, a postawa pijaka była jedynie zabiegiem, który miał przysporzyć jego osobie odpowiedniej aury.
Używki odznaczyły się nie tylko w twórczości Hłaski, ale również w jego życiu. Wracając po popijawie z kompozytorem Krzysztofem Komedą (stworzył między innymi muzykę do „Dziecka Rosemary”), zepchnął go przypadkowo ze skarpy. Próbował nieść poranionego kolegę, ale słaba głowa i nogi dawały się we znaki. Upadli więc jeszcze kilka razy, a Komeda zmarł kilka miesięcy później na skutek krwiaka mózgu. Hłasko został znaleziony w swoim pokoju martwy 3 tygodnie po śmierci kolegi. Wymieszał alkohol z lekami. Wcześniej mówił do żony Komedy, że jeśli tamten umrze, to i on pójdzie.

Krzysztof Komeda
W życiu Krzysztofa Komedy także był etap, kiedy używki mocno związały się z jego twórczością. Jazzman i kompozytor, który tak naprawdę nazywał się Krzysztof Trzciński, na co dzień ograniczał się do alkoholu. Z marihuaną spotkał się dzięki Berndtowi Resengrenowi – saksofoniście ze Szwecji. Przywiózł mu trawę, a Komeda zafascynował się nią do tego stopnia, że gdy palenia zabrakło, zaczął odczuwać problemy z tworzeniem. Rzucił nawet saksofonem, mówiąc że marihuana potrzebna mu jest do komponowania. Zofii Komedowej, jego żonie, udało się go przekonać, że jest inaczej. Co ciekawe, z trawą poznała ona Tomka Stańkę, który choć dziś jest czysty, kiedyś oddawał się używkom z wielką pasją.

Marek Koterski
Do grona mocnych reprezentantów naszego sportu narodowego należy reżyser i scenarzysta – Marek Koterski. Twórca cyklu o Adasiu Miauczyńskim alkoholowi poświęcił film „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” z 2006 roku, gdzie jedną z głównych ról zagrał jego syn, zmagający się z uzależnieniem od narkotyków. Postać Adama Miauczyńskiego wykorzystał do przedstawienia historii dorastania w atmosferze uzależnienia od alkoholu, w której nie brakuje autobiograficznych wątków twórcy. Tak jak Koterski w prawdziwym życiu, tak Miauczyński poznaje swoją przyszłą żonę w hotelu. Sylwuś odwiedza staczającego się ojca i bierze go pod swoją opiekę. Michał Koterski robił to samo.

Jerzy Pilch
– Jestem pierwszym alkoholikiem III RP – powiedział w wywiadzie dla Polska The Times Jerzy Pilch. Przyznał też, że wypił cysternę spirytusu. Choć dziś już nie pije, to procenty na stałe wpisały się w biografię i twórczość pisarza. Z alkoholem najbardziej kojarzona jest książka „Pod Mocnym Aniołem”, ale autor popełnił też scenariusz do „Żółtego Szalika” Janusza Morgensterna, filmu telewizyjnego z cyklu „Święta Polskie”, gdzie w rolę alkoholika składającego obietnicę niepicia wcielił się Janusz Gajos. Jerzy Pilch uparcie twierdzi, że pisał zawsze w przerwach od picia. Czy to jednak oznacza, że alkohol nie miało żadnego wpływu na to, co tworzył?

Wojciech Smarzowski
Za ekranizację alkoholowej opowieści Jerzego Pilcha zabrał się Wojciech Smarzowski – reżyser „Domu Złego”, „Wesela”, „Drogówki”. W filmie z Robertem Więckiewiczem w roli głównej w charakterystyczny dla siebie, pełen brzydoty sposób przedstawił alkoholowy upadek i walkę o trzeźwość pisarza Jerzego. Smarzowski przyznaje, że zdecydował się, by ekranizację zrealizować na trzeźwo, ale nie zamierza powtarzać takich doświadczeń. – Nie piłem zupełnie alkoholu i jakoś specjalnie nie cierpiałem z tego powodu. A ekipa? Cóż… każdy jest dorosły. Ale był to ostatni film, który zrobiłem na trzeźwo. Fajny eksperyment, ale na raz! – mówi reżyser. Jednocześnie podkreśla, że nie ma problemu z samokontrolą i lubi pić.

Smarzowski jako reżyser zadebiutował dramatem „Małżowina”. Pisarz M. wynajmuje mieszkanie, by tu stworzyć swoją książkę. Towarzystwo znajduje jedynie w postaci prostytutki i wpadających na imprezę znajomych, a samotność spędza na przysłuchiwaniu się życiu sąsiadów. Prawdziwy debiut filmowy na wielkim ekranie nastąpił jednak 6 lat później, gdy do kin trafiło „Wesele”. Nagrodzona Orłem produkcja sprawiająca wrażenie komedii, jest w rzeczywistości dramatem odzwierciedlającym nasze narodowe przywary i słabości. „Wesele” to jednak nic w porównaniu z „Domem złym” , który z komedią już nikomu się nie kojarzy. Historia morderstwa, patologii systemu i bezsilności uczyniła reżysera jednym z najbardziej cenionych, współczesnych twórców, który obecnie pracuje nad wzbudzającym kontrowersje filmem o rzezi wołyńskiej. Kojarzenie Smarzowskiego jedynie z ciężkimi produkcjami jest jednak błędem, bo na swoim koncie ma reżyserie takich seriali jak „Na Wspólnej” czy też „BrzydUla”.

Konstanty Ildefons Gałczyński
„Serce alkoholowe unieśli aniołowie na złotych bluszczach” – pisał w wierszu „Śmierć poety” Konstanty Ildefons Gałczyński i choć na lekcjach języka polskiego raczej się o tym nie mówi, to alkohol był istotną częścią jego życia. Nazywany na zmianę faszystą i komunistą nie pił notorycznie, ale w ciągach. Anegdota o uzależnieniu Gałczyńskiego od alkoholu i pobycie na odwyku zainspirowała Krzysztofa Jankowskiego do nakręcenia filmu o pisarzu, którego tytuł brzmi „Odwyk”. Odwyku jednak nie było, a wręcz przeciwnie. Gałczyński zorganizował urodziny, na których pił między innymi razem z Ministrem Zdrowia i pracownikiem ośrodka.

Juliusz Słowacki
Słowacki wielkim poetą był, ale nie tylko pisaniem się zajmował. Jeden z wieszczy narodowych miał również słabość do używek. Zaczęło się od opium, które wtedy było uznawane za lek na wiele dolegliwości. Słowacki uzdrawiał więc w ten sposób swój organizm, a przy okazji zaliczał kolejne odloty. Na opium się jednak nie skończyło. Był tez haszysz, a nawiązania do używek pojawiają się między innymi w poemacie „Lambro”. Warto przeczytać też „Króla Ducha”, gdzie opisy kojarzą się z narkotycznymi wizjami.

Agnieszka Osiecka
Agnieszka Osiecka – poetka i dziennikarka. Jej wiersze do świata muzyki przenieśli między innymi Magda Umer, Krystyna Janda, zespół Raz Dwa Trzy. Chociaż teksty są znane każdemu, to nie wszyscy zdają sobie sprawę z jej słabości do alkoholu. Nazywana przez Hłaskę „Panną Czaczkes” miała problem z piciem, które jednocześnie było formą ucieczki od problemów. Ogólnie rzecz biorąc Osiecka ciągle czegoś poszukiwała i nie dała się zaszufladkować. Odeszła od Daniela Passenta i córki, gdy ta miała sześć lat. Wdawała się w romanse, między innymi z Hłaską, Jeremim Przyborą z „Kabaretu Starszych Panów”, Mieczysławem Rakowskim – komunistycznym dygnitarzem. Najpoważniejszym związkiem był jednak ten z alkoholem.

David April David April • Maj 17, 2015


Previous Post

Next Post